sobota, 28 listopada 2015

Rozdział 11 cz.1 "Tracimy tych których najbardziej kochamy"

***3 miesiące później,18.07.2014r.,piątek***

Perspektywa Rosemarie:

Kate sprawdza się świetnie, szybko się wszystkiego nauczyła i obecnie przejęła większość moich obowiązków. Jestem już w 5 miesiącu ciąży i Lou skacze dookoła mnie jakbym była jajkiem. Zajmuje się sprawami biurowymi ze względu na mój stan i nalegania Louisa. Dziewczyn się ze mnie nabijają,że tak już będę pracować do końca życia bo nie pozwoli mi wrócić w teren po porodzie. To się jeszcze okaże kto wygra ten pojedynek. Poszperałam jeszcze w kilku miejscach i wiem więcej o tej Alice i gangu w którym jak się okazało nadal jest lecz dowodzi nim syn tego Thomasa razem ze swoimi kumplami. Kiedy tata się dowiedział o wszystkim był w szoku ale powiedział, że spodziewał się tego i mamy się zachowywać tak jak do tej pory a on wymyśli co dalej. Boje się,że wojna po miedzy gangami nadchodzi i jestem już na to przygotowana jak reszta. Chłopcy uzupełniają arsenał a ja szukam nowych dostawców broni. Na wszelki wypadek Mark wysłał El i Jo do dziadków i naświetlił im sprawę jak to wygląda. Szykujemy się na najgorsze i tego nie da się ukryć.

***tydzień później,25.07.2014r.,piątek***

Dzisiaj mamy odebrać cześć broni od dostawcy i jedziemy na miejsce transakcji. Jadę z Liamem, Harrym, Zaynem i Emma. Mam dziwne przeczucie,że ten dzień nie skończy się za dobrze dla nas wszystkich.Kiedy dojechaliśmy na miejsce zauważyłam dwa czarne Suvy. Wysiadła z nich szóstka mężczyzn. Nagle jeden z nich zaczął strzelać. Szybko schowaliśmy się za drzwi aut i zaczęła się strzelanina. Dwóch z nich rozpoznałam. Postrzeliłam jednego z nich i pobiegłam pomóc Em która nie miała broni i musiałam jej przynieść w tym czasie Liam miał mnie osłaniać. Louis się wścieknie kiedy dowie się, że pojechałam z nimi bez jego zgody i wiedzy ale ja musiałam.Mam dość siedzenia przy biurku jak w jakim pieprzonej korporacji, to nie dla mnie.
-Liam teraz.-dałam mu znać a on zaczął strzelać i trafił jakiego gościa a ja w tym czasie zdążyłam przebiec do dziewczyny i podać jej broń. Okazało się ,że amunicja nam się kończy więc byłam zmuszona zadzwonić do Tommo i powiedzieć mu o wszystkim. Wyjęłam telefon z kieszeni i wykręciła do niego numer.
-Louis musisz przyjechać do opuszczonych magazynów, wziąć ludzi i amunicje bo nam się kończy, to pułapka była.Nie mam czasu ci teraz wszystkiego tłumaczyć. Streszczaj dupę i przyjeżdżajcie szybko.-powiedziała i rozłączyłam się nie czekając na jego odpowieć. Okazało się,że mój magazynek jest już pusty. Więc szybko wymieniłam i zaczęłam strzelać.

Perspektywa Louisa:

Byłem akurat w drodze do biura kiedy mój telefon dał znać, że ktoś do mnie dzwoni. Spojrzałam na ekran i się uśmiechnąłem. Przesunąłem palcem po ekranie i odebrałam.
-Louis musisz przejechać do opuszczonych magazynów,wziąć ludzi i amunicje bo nam się kończy, to pułapka była.Nie mam czasu ci teraz wszystkiego tłumaczyć. Streszczaj dupę i przyjeżdżajcie szybko.-usłyszałam strzały i głos mojej dziewczyny. Jakim cudem ona tam się znalazła i dlaczego słyszę starzały. Powinna siedzieć w bazie a ona jest w terenie. Kiedy się rozłączyła szybko zadzwoniłem do Marka
-Jedz szybko do opuszczonych magazynów i zabierz arsenał.Wdali w  pułapkę i Ro jest z nimi. Jadę do bazy po wyposażenie i po ludzi, widzimy się na miejscu.-powiedział i się rozłączyłem.Wykręciłam kolejny numer  do Sophi aby powiadomiła resztę aby byli już gotowi.
-Powiedz ludziom aby się przygotowali wzięli amunicje i bron będę za 5 minut.-wyznałem i rozłączyłam się rzucając telefon na siedzenie i dodałem gazu. To jest jakaś sen i to nie może się dziać na prawdę.


Wierzdzając na posesje już widziałam czekających na mnie chłopaków.Szybko wysiadłam zabrałem od nich co moje i wsiedliśmy z powrotem do aut i ruszyliśmy w stronę magazynów. Cały czas mam nadzieję, że to nie dzieje się na prawdę a Rose mnie w to wkręca. Kiedy zbliżaliśmy się do tych nieszczęsnych magazynów usłyszałem strzały i dotarło do mnie, że to wszystko dzieje się na prawdę. Wiedziałem już, że muszę ochraniać Marie i nasze maleństwo a reszta będę martwił się później. Wziąłem broń i wysiadłam z auta. To co zobaczyłem było jak najgorszy sen. Zayn, Liam i Harry strzelali zza jednego auta a dziewczyny ze drugiego. Szybko  pobiegłam do nich i dałem im po jednym magazynku. Zdążyliśmy w samą porę. W tym czasie pojawił się też Mark ze swoja grupą. Ustawili się na miejsca i zaczął się ostrzał. Nasz wróg miał snajperów więc było jest jeszcze bardziej niebezpiecznie niż sądziłem. Nagle zorientowałam się, że koło mnie nie ma już Rose. Szukałam jej wzrokiem ale nie mogłem dostrzec, to nie jest śmieszne. Zauważyłem ja w czasie kiedy chciał przedostać się do bagażnika auta Hazzy i w tym momencie złapała się za brzuch i upadła. Nie tylko nie to.
-Rosemarie!!!-krzyknąłem i nie zważając na strzały podbiegłem do niej i zabrałem ja z linii strzału. Kiedy byliśmy w bezpiecznym miejscu zobaczyłem jak jej jasna koszulka zabarwia się na czerwono. To…to nie może być to.
-Louis ja…ja przepraszam…to nie tak…wybacz. Chciałam pomóc a wyszło jak zawsze.-powiedział i straciła przytomność.
-Nie mogę cię stracić nie teraz kiedy będziemy prawdziwą rodziną. Nie kiedy już się zaczęło układać. Rose proszę nie zostawiaj mnie.-powiedziałem a raczej wykrzyczałem i poczułem jak coś mokrego spływa po moim poliku. Wziąłem ją na ręce i zabrałem do auta i odjechałem z piskiem opon w strona szpitala. Nie dam jej odejść, jeszcze nie teraz.

Nawet nie wiem kiedy znalazłem się pod szpitalem. Wziąłem ja na ręce i wbiegłem do budynku. Akurat jakaś pielęgniarka przechodziła i kiedy nas zobaczyła od razy zawołałam lekarz i kazał iść za sobą. Położyłem ja na łóżko ale ona się nie ruszała. Blada jak trup. Nie ona nie może umrzeć nawet nie dopuszczam takiej opcji do siebie. Wyprosili mnie z Sali i kazali czekać. Jak Kuźwa mam czekać kiedy tam leżą dwie najważniejsze dla mnie osoby.
-Ona jest w ciąży.-zdążyłem jeszcze krzyknąć za nim całkiem mnie wypchnęli z Sali. Nagle do Sali wbiegł jeszcze jeden lekarz i kilka pielęgniarek. To nie wróży nic dobrego. Ja muszę być przy nich w tym momencie. Nie mogę ich zostawić.

Perspektywa Mark’a:

Rose pokazała mi abym ja osłaniał bo musi dostać się do auta po zapasową broń. Pokazałem jej, że może już iść i nagle usłyszałem strzał i zobaczyłem jak leży na ziemi trzymając się za brzuch. Nagle Lou do niej podbiegł i odciągnął ją w bezpieczne miejsce. Widziałem jak coś do niego mówi i nagle jej głowa osunęła się na jego nogi. To tak się szybko działo, że nie wiem kiedy a już ruszył z piskiem opon. Proszę niech to się tak nie skończy. Obiecałem, że będę ją chronił  i tego nie zrobiłem. Zobaczyłem snajpera na dachu wymierzyłem i trafiłem go. Wiedziałem, że to on ją postrzelił. Byłem w takim amoku i nie zauważyłem jak zakończyła się strzelanina i moi ludzie złapali jakiego chłopaka. Jest podobny do kogoś ale nie mogę sobie przypomnieć do kogo. Reszta jego ekipy zwiała jak tylko nadarzyła się okazja. W takim razie pora się zabawić. Załadowali go na pakę i ruszyli a ja musiałem jeszcze sprawdzić co z resztą.
-Wszystko dobrze dzieciaki?- podszedłem do ich grupki i zobaczyłem jak Emma opatruje Zayn’a- Co się stało tak w ogóle tutaj?
-Przyjechaliśmy odebrać broń którą zamówiła Ro. Kiedy wjechaliśmy tutaj z aut wysiadło sześciu facetów i zaczęli strzelać. Gdyby nie to, że kończyła nam się amunicja Roza nie dzwoniłaby do Lou.- odpowiedział Liam- Właśnie a gdzie oni są?
-Pojechał z nią do szpitala bo oberwała i straciła przytomność. To moja wina bo nie zauważyłem snajpera wcześniej. Miałem ją osłaniać i zawiodłem a teraz mogą nie przeżyć tego z mojej winy. Dacie sobie radę to ogarnąć sami a ja skontaktuje się z Tomlinsonem i pojadę do nich.-powiedziałem
-Jedź do nich i jak coś będziesz wiedział to daj znać. Będziemy w bazie jak coś bo musimy wszystko ogarnąć i policzyć straty.-odpowiedział Harry a ja wsiadłem do auta i chwyciłem za telefon.
-Louis w którym szpitalu jesteście?- zapytałem od razu kiedy odebrał
-Na St.Patric’a.- odpowiedział a ja się rozłączyłem i ruszyłem w ich stronę

Wbiegłem do budynku i zacząłem szukać bruneta. Zauważyłem go kiedy przechodził przez korytarz. Ruszyłem w jego stronę i dopiero teraz zauważyłem po jego minie, że dobrze nie jest. Zauważyłem napis „Sala operacyjna”. Nie to nie może być prawda. Niestety jego wyraz twarzy wyrażała wszystkie uczucia i potwierdziło  moje obawy.
-Co jest, co z nimi?- zapytałem
-Operują ja od godziny a pielęgniarki wybiegają i wbiegają tam i nic nie mówią a ja tu już waruje. Nie chce ich stracić. Mam już tyle planów na przyszłość a moje plany zawsze wypalają nie jestem nauczony porażek.-wyznał i schował twarz po między dłonie. Szkoda mi chłopaka bo widzę jak się stara i ile wkłada serca w to wszystko. Świata nie widzi po za Rose, jestem pewny, że będzie świetnym ojcem i mężem w przyszłości. Nawet nie wiem ile tak siedzieliśmy a z Sali wyszła pielęgniarka.
-Panowie są z rodziny Rosemarie Hathaway?- zapytała
-Ja jest ojcem.-powiedziałem i podniosłem się z krzesła tak jak Louis
-Proszę za mną lekarz chce z panem rozmawiać.-dodał i ruszyła
-Lou choć tez powinieneś wiedzieć co z nią.-powiedziałem i ruszyliśmy za nią. Mam dziwne przeczucie, że to nic dobrego nie wróży i spodziewam się najgorszego. Nie dotrzymałem obietnicy i zawiodłem jej ojca.

niedziela, 15 listopada 2015

Rozdział 10 "Zemsta jest słodka"

Rozdział zawiera wulgaryzmy czytasz na własna odpowiedzialność!!!

***Kilka godzin później,16:00***

Perspektywa Louis’a:

Wczoraj kilku chłopaków miało zawieść trochę kasy do banku dla bezpieczeństwa. Nikt przy zdrowych zmysłach wie, że nie trzyma się dużej gotówki w sejfie i to na dodatek w domu nie ważne jak dobry by on był. Niestety sam nie mogłem ponieważ miałem spotkanie w firmie razem z Liam’em i kilkoma pracownikami. Ktoś musiał wiedzieć o tym kursie bo przygotował pułapkę i ucierpiały 2 osoby a jedna z nich zginęła. Jak dorwę tych sukinsynów to zapłacą za to. Nie odpuszczę. Dobrze wiem, że to był zamach na mnie a przez to ucierpieli niewinni. Dlatego też zwołałam spotkanie i to nie przypadek, że Kat ma na nim być. Musze z nią porozmawiać o jej wstąpieniu w nasze szeregi. Wiem, że to nie za dobry czas ale nie mam wyjścia muszę to zrobić.
-Wybaczcie, że was ściągnąłem ale muszę wam powiedzieć o kilku ważnych niecierpiących zwłoki sprawach. Po pierwsze wczoraj w wypadku który był zasadzka na mnie zginą jeden z naszych ludzi Bob O’braian a drugi został poważnie poturbowany i leży w szpitalu. Mam nadzieje, że Max z tego wyjdzie i wróci cały. Kolejna sprawa to taka, że w czasie tego wypadku skradziono 5 tysięcy funtów. Fakt to nie dużo kwota lecz była przeznaczona na fundacje którą wspomagamy jak dobrze wiecie. Będziemy zmuszenie uszczuplić nasza kolejna dostawę aby mieć co dąć dzieciakom. Po trzecie. Kate muszę z Tobą porozmawiać na osobności, to ważne.-wyznałem i spojrzałem wymownie na dziewczynę
-Ja również muszę z Tobą porozmawiać.-odparła a ja wróciłem do kontynuowania spotkania.

***jakiś czas później***

-Louis była u mnie ostatnio Rose i złożyła mi pewną propozycje. Po rozważeniu za i przeciw podjęłam decyzje i jeśli twoja propozycja o dołączeniu mnie do gangu nadal jest aktualna to wiedz, że wchodzę w to tylko muszę wiedzieć co i jak mam robić i co będzie wchodzić w mój zasięg zadań.-wyznała kiedy tylko weszliśmy do mojego a raczej wspólnego biura
-Wow zaskoczyłaś mnie tym. Sam chciałem ciebie prosić abyś jednak rozważyła dołączenie do nas ale skoro już podjęłaś te decyzje. W takim razie witam w naszych szeregach.-wyznałem i podałem jej dłoń- Choć muszę cie przedstawić reszcie.-dodałem i udaliśmy się do pozostałych.
-Kochani proszę o jeszcze chwile uwagi. Przedstawiam wam Kat która od dzisiaj wstąpiła do naszej rodziny. Mam nadziej, że zajmiecie się nią tak jak należy i pokażecie czym się zajmujemy i jakie będą jej zadania, a ty-pokazałem na Zayn’a -robisz za jej prywatnego osobistego ochroniarza i mam w dupie, że musisz uspokoić Perrie. Jak coś się jej stanie to ty jako pierwszy oberwiesz i ciebie rozliczę. Jasne?- powiedziałem i dałem mu do zrozumienia, że mówię szczera prawdę i nie żartuje. Dziewczyny od razu zajęły się naszym nowym nabytkiem ja zamieniłem jeszcze kilka zdań z chłopakami. Nie ukrywam, że po słowach o Perrie mało mnie nie zabiła wzrokiem. Musiała się pojawić kiedy byłem na rozmowie z Katherin. Nie znoszę  jej od samego początku i nie kryje się z tym tak samo jak Rose czy Hazz.
-Zan skarbie możemy porozmawiać? -odezwała się ta ździra a mnie na sam jej głos robiło się nie dobrze. Mulat kiwnął głową i wyszli z pomieszczenia

Perspektywa Zayn’a:


Wiedziałem, że szykuje się kolejna awantura z Pezz. To było do przewidzenia, teraz tylko tak rozmawiamy jeśli to tak można ująć.
-Masz powiedzieć Louis’owi, że nie będziesz niańczyć tej smarkuli i ma dać ja pod opiekę innemu a nie tobie. Nie pozwolę na to abyś zajmował się nią i nie mną. To ja jestem twoja dziewczyna i mnie należy się spędzanie czasu z Tobą. Rozumiesz to? -wyznała a raczej wydarła się prosto w twarz
-Rozumiem ale wiedz, że to moja praca a jak chcesz abym  miał za co spełniać  twoje zachcianki to niestety ale musisz to zdzierżyć a jak coś ci się nie podoba to ja cie nie trzymam droga wolna tylko pamiętaj nie ma powrotu już wiec radze się zastanowić co wolisz. Wybór należy tylko i wyłącznie do ciebie.-dodałem i wróciłem do pozostałych. Mam jej już dość niech sobie odpuści chociaż za dobrze ja znam i wiem, że to proste nie będzie. Obiecałem siostrą, że wrócę dzisiaj nie za późno i będziemy mogli spędzić wieczór wspólnie więc powinienem się zbierać do domu.
-Ja już będę uciekać bo jak nie zjawie się za jakiś czas w domu to siostry mnie zabiją.-powiedziałem do chłopaków- Kati mogę cię odwieść jak chcesz.
-Jak to nie problem to mogę się zabrać z tobą. Późno już a chce jeszcze ogarnąć lekcje.-odpowiedziała i pożegnała się ze wszystkimi tak jak ja i wyszliśmy.
-Co z Perrie nie wraca z Tobą?- zapytała
-Nie chce o niej rozmawiać. Wole wiedzieć dlaczego zdecydowałaś się dołączyć do nas?- zapytałem a na jej twarzy wymalowane było zamyślenie
-Trudno mi powiedzieć, sporą część mojej decyzji zawdzięczam Tobie i Rose, nie gadajmy o tym oky?
-Jak uważasz.-dodałem i resztę drogi spędziliśmy w ciszy ale nie była ona męcząca tak jak to ma miejsce kiedy jadę z Pezz.

Perspektywa Perrie:

Zniszczę ta mała sukę a ona nawet nie będzie wiedziała o tym. Ze mną się nie zadziera bo można mocno ucierpieć. Zayn jest mój i tylko mój. Nie można zabierać czyjejś własności. Zobaczymy kto wygra ten pojedynek.

Perspektywa Emmy:

Postanowiłyśmy z Ro i Sophią obgadać sprawę Cat i ustalić co można jej dać zadania. Jestem w szoku, że się zgodziła ale i zadowolona. Nie ukrywam również smutku przez to co się wydarzyło z tymi chłopakami. Wyczuwam duża wojnę po miedzy gangami i zbliża się ona coraz szybciej. Nie jest dobrze i potrzeba nam pomoc w trybie pilnym. Z tego co wiem to Mark już został powiadomiony o wszystkim i podobno ma jakiś plan ale nie chce go jeszcze ujawniać. Ostatnio też Rose coś odkryła i chce nam o tym powiedzieć i poznać nasze zdani zanim powie o tym innym. Zastanawiam się nad tym całym zamachem na Lou, kto i dlaczego chciał go zapić, wiemy o konkurencyjnym gangu który uaktywnił się ostatnio ale nie mamy dokładniejszych danych na jego temat. Wszystko teraz wydaje się podejrzane.
-Tato jesteśmy już.-powiedziała Marie kiedy weszłyśmy do jej domu.
-Rooo!!!-usłyszałyśmy pisk i pojawiła się Elizabeth. Uwielbiam tą małą jest pełna energii i nigdy nie ma dość
-Hej słońce, gdzie masz brata i tatę? -zapytała jej siostra
-W salonie grają w coś a ja się nudzę bo mama wyszła załatwić coś ważnego.-wyznała dziewczyna i poszłyśmy do salonu za nią. Ciesz się, że w końcu ma prawdziwy dom i rodzinę, zasłużyła na to. Tak jak mówiła El ta dwójka siedziała przed telewizorem i wczuwała się w grę nie zwracając nawet uwagi na nas.
-Jak dzieci. Długo już tak grają skarbie?- zapytał Roza
-Od obiadu kiedy mama wyszła. Poszłam do siebie kiedy oni zaczynali a jak zeszłam jakiś czas temu to nadal grali. Nudzi mi się, pobawicie się ze mną.-odpowiedziała i spojrzała na nas tymi swoimi słodkimi oczami, jak tu odmówić takiemu dziecku.
-Oczywiście. -powiedziałam i wzięłam ją na ręce i razem z Sop poszłyśmy na gore a Ro została załatwić jedna rzecz w salonie. Kiedy weszłyśmy do pokoju Bethi zobaczyłam mnóstwo zabawek i pokój w różnych odcieniach różu. Typowa dziewczynka sama miałam taki różowy pokój i brat zawsze ni dokuczał tym, że jak tu wchodzi to chce mu się rzygać od tego koloru i jednorożców. Tak miałam manie na ich punkcie i nadal mam ale już mniejsza. Z tego się tak szybko nie wyrasta.
-Wybaczcie, że musiałyście tyle czekać ale musiałam się rozprawić z pewnymi osobami.-powiedziała Rosemarie -Eliza gdzie masz tą fajna grę planszową którą dostałaś od taty?
-Zaraz przyniosę. -odpowiedziała i zniknęła za drzwiami
-Pamiętacie jak mówiłam wam, że mam pewne wątpliwości co do Alice? No więc trochę poszperałam w necie i w aktach policyjnych i dowiedział się sporo rzeczy na jej temat.12 lata temu wyszła z więzienia, dostała 3 lata za włamanie i narkotyki ale za dobre sprawowanie wypuścili ja po półtora roku. Od około 10 lat jest z Markiem. Ale to nic co znalazłam. Gang z którym mamy najprawdopodobniej problemy to gang w którym ona była. Nie wątpię w to, że nadal jest. Z pewnych źródeł wiem, że była w związku z bossem tego gangu przed aresztowanie. Był to nie jaki Thomas George.-kiedy mówiła nam o tym byłam w szoku ile informacji zgromadziła i gdzie tego musiała szukać, że ma tak dokładne dane. Podziwiam ja za to ale ona jak się uprze zawsze znajdzie to czego potrzebuje za wszelka cenę. Dlatego to ona zawsze szperała aby dowiedzieć się czegoś na temat nowych członków naszego gangu. Chłopaki zawsze chcieli wiedzieć na czym stoją i kim jest dana osoba.-Z tego co się dowiedziała i poszperałam trochę starszych informacjach. Dowiedziałam się, że gang z którym wojnę toczył mój tata i Mark to ten sam którym kierował ten facet i w którym była Alice i to najprawdopodobniej przez tego całego Thomasa mój tata zginął. Mogła bym wam opowiadać jeszcze długo ale nie oto chodzi nie mamy na to czasu. To co ważne to już wiecie.-dokończyła a w tym czasie pojawiła się Elizabeth
-Musiałam poprosić tatę o pomoc i trochę trwał bo musiał dokończyć jakąś tam rundę w grze z Jo.-powiedział i rozłożyła grę i zaczęłyśmy zabawę.

Perspektywa Alice:

Te szczyle nie znają się na robocie wszystko umieją popsuć. Nie każdy dziedziczy dobre cechy po rodzicach. Może i Max jest synem bossa tego gangu ale jak nikt inny umie spartolić robotę. Fakt jego ojciec nadal mu pomaga i to dlatego ten gang jeszcze funkcjonuje. On i jego koledzy to totalni nie dacznicy.
-Powiedzcie mi jak można spieszyć tak łatwą akcje, pytam się jak. Mięliście wszystkie informacje a ja dowiaduje się dzisiaj, że załatwiliście nie tych gości co trzeba a co najlepsze jeden z nich żyje i ma się nie najgorzej.-wykrzyczałam jak tylko weszłam do gabinetu tego pożal się Boże Maxa i jego kolegów.

-Al  spokojnie .Ten cały Louis czy jak mu tam wcale ni jechał tym autem. Fakt dobrze podałaś markę auta i numery rejestracje i to, że będą mieli hajs przy sobie ale nic więcej wiec przymknij tą jadaczkę i posłuchaj mnie w końcu. -odezwał się Silva
-Jak śmiesz się do mnie tak odzywać. Kiedy ty jeszcze robiłeś w pieluchy i miałeś mleko pod nosem ja już robiłam przekręty i sprzedałam dragi. Wiec to ty smarkaczu mnie posłuchaj. -ręce opadają i nie mam siły do nich. W tym czasie otworzyły się drzwi gabinetu i pojawił się Tom.-Ja nie wiem jak mogłeś im przekazać ten interes kiedy oni się nie znają na tym i nie potrafią wykonać najprostszej akcji.-powiedział do Thomasa a on tylko się spojrzała na mnie a potem na tych kundli.
-Wiem o tym i znam całą sytuacje. Też nie jestem zadowolony ta sytuacja ale ty sama tez nie jesteś bez winy. Powiedziałaś, że będzie jechał tam ten cały Louis Tomlinson i ktoś jeszcze z nim dla obstawy a tak na prawdę  był kto inny i jak to wytłumaczysz.-powiedział a ja nie mogłam wydobyć z siebie żadnego słowa-Dlatego proszę cie abyś na drugi raz dokładnie sprawdziła informacje i nie zwalała wszystkiego na mojego syna i jego kolegów. Nie zapominaj, że do póki ja żyje to nadal w pewnym stopniu dowodzę tutaj. To, że kiedyś coś nas łączyło nie upoważnia cię do panoszenia się tutaj. Pamiętaj, że ja zawsze mam asy w rękawie i mogę je wykorzystać i cie zniszczyć.
-Nie pozwolę aby ktoś taki jak ty mnie zastraszał. Dzięki mnie i moim zdolnością zdobyłeś wiele. Beze mnie byś zginął i nie miął tego wszystkiego. Pamiętaj.
-Żebyś się nie przeliczyła. Uważaj na siebie bo wszystko może się wydarzyć.-dodał i opuścił biuro
-Podobno masz dla nas jeszcze jedno zadanie więc zamieniam się w słuch.-odezwał się Tom
-Mam ale jak to spaprzecie to nie ręczę za siebie i nie będą patrzeć nawet na Tohomasa i was zniszczę. Macie zabić Marka Williamsa i Rosemarie Hathaway a przy okazji pozbyć się też Louisa Tomlinsona. Zadanie pilne i dobrze płatne więc radze się postarać.- powiedziałam i wyszłam z gabinetu. No to zabawę czas zacząć. Jak ja lubię wygrywać. Poudaje przez jakiś czas załamaną wdowę, dostane kasę za niego i się stad wyniosę. Jakie ja mam świetne plany. Żeby tylko te smarkacze niczego nie spaprali.

piątek, 13 listopada 2015

Rozdział 9 "Zaskoczenie"

***miesiąc późnej,16.04.2015r.czwartek***

Perspektywa Zayn’a:

Kate bywa u nas coraz częściej i zastanawiamy się czy nie zaproponować jej „pracy” u nas. Rose ma zakaz jakiej kolwiek pracy od Lou a i tak rozwozi towar z Li i Hazzą którzy zaczynają się już bać co będzie jeśli ich Tommo przyłapie. Oczywiście Każdy wie o tym tylko nie on więc każdy z nas może oberwać za to, że nie powiedział o tym. Więcej czasu spędzam z Cat, Perrie poszła na dalszy tor z czego się wszyscy cieszą. Dopiero teraz zrozumiałem dlaczego ona jest ze mną, jaki ja głupi byłem i zaślepiony miłością do niej. Jak to się mówi lepiej późno niż wcale.
-Zayn jak stoimy z towarem?- zapytał Mark
-Po jutrze przydałaby się dostawa. Jak nigdy dziewczyny rozwiozły więcej niż było założone. Budżet w tym miesiącu wzrósł o jakież 25%. To tylko z naszej części. Natomiast u was wrósł o 30.Tak samo jak sprzedaż towaru. Musieli pojawić się nowi odbiory albo ktoś zbankrutował.-powiedziałem
-No to interesy rozkręcają się dość dobrze. Nawet za moich czasów świetności tak nie było. Macie głowy do interesów.- dodał i wyszedł. Za pewne poszedł gadać z Louis’em jak zawsze kiedy przychodzi.
-Hej, przeszkadzam?- zza drzwi wyłoniła się uśmiechnięta twarz Ro
-Nie przeszkadzasz wchodź. Co cię do mnie sprowadza, rzadko tu zaglądasz.- odparłem
-Mam prośbę. Możesz mnie podwieźć do Cat- zapytała
-No jasne i tak miałem się już zbierać. Wezmę tylko swoje rzeczy i możemy jechać.-dodałam i wyszliśmy z biura.

-Dlaczego nie poprosiłaś Louis’a aby cię odwiózł?- zapytałem
-Był zajęty rozmową z moim ojcem. Nie chciałam im przeszkadzać a wiedziałam, że ty już skończyłeś. Pozostali się ulotnili jakiś czas temu i nie miałam kogo prosić.- wyznała. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się przez całą drogę. Bardzo ją lubię jest taka naturalna w zachowaniu i wyglądzie nie to co inne dziewczyny które się kleją do takich jak my.
-No i jesteśmy na miejscu. Poczekać na ciebie?
-Nie trzeba, muszę pogadać z nią na kilka tematów i może nam to trochę zejść . Dzięki, że pytasz ale wracaj do domu na pewno się stęsknili za tobą.-dodała i wysiadła z auta.

Perspektywa Kathenin’e:

Po wielkich trudach z lekcjami mogła w końcu odsapnąć. Zeszłam na dół zrobić sobie coś do picia. Tata w pracy a mama pojechała do cioci i wróci jutro. Wstawiłam wodę i po domu rozniósł się dzwonek sygnalizujący pojawienie się przybysza.  Byłam dość ciekawa kto o tej porze może mnie odwiedzić.
-Hej Cat, przeszkadzam może?- zapytała Rose kiedy otworzyłam drzwi
-Nie no cos ty ,wchodź. Chcesz coś do picia?- zapytałam i ruszyłyśmy w stronę kuchni
-Herbatę jak możesz. Mam dla ciebie pewną propozycje. Wszystko jest już obgadane tylko potrzeba twojego zdania i zgody.-powiedziała siadając na blacie.
-Co to za propozycja, mam się bać?- zapytałam
-Możesz zarobić trochę kasy a wiem, że może ci się przydać. Trochę możesz ale na razie nie mogę więcej powiedzieć.-dodał a ja zalałam herbatę i ruszyłyśmy do mnie do pokoju.
-Słucham więc twojej propozycji.-wyznałam i usiadłyśmy na łóżku
-Ze względu na to, że jestem w cięży Lou nie pozwoli mi pracować za jakiś czas i przyda się zastępstwo za mnie a dziewczyny nie dadzą rady same. Gadałam z  Tommo i nie ma nic przeciwko temu. Musiałabym cię wprowadzić w to wszystko a wiem, że szybko się uczysz więc nie zajmie nam to dużo czasu.-powiedziała
-Co miałabym robić i co za interes na Louis tak w ogóle. Bez obrazy ale to trochę wygląda jak jakiś gang.-wyznałam a w jej oczach widziałam przerażenie- Powiedziałam coś nie tak?
-No i teraz zaczynają się schody. Katherina musisz mi przysiąc, że to co teraz ci powiem nie wyjdzie po za naszą dwójkę.- przeraziła się i zwątpiłam w wszystko- Tym bardziej twój tata nie może wiedzieć o niczym.- pokiwałam głową na znak zgody a ona kontynuowała- Cat to jest gang. Nie legalne wyścigi, pojedynki taneczne i dragi. To nasz świat. Fakt Louis ma firmę ale to tylko przykrywka pod to wszystko aby nikt nie zrobił nalotu. Zrozumiem jak zrezygnujesz ale pamiętaj ani słowa nikomu o tym co się dowiedziałaś przed chwilą. Jeśli nie będziesz chciała się z nami zadawać dalej to zrozumiem.- nie wiedziałam co mam powiedzieć.  Osoby przy których czułam, że mogę być sobą okazali się najbardziej niebezpiecznymi w mieście. Tata mówił coś o jakiś wyścigach i grupie z którą nie walczą ponieważ nie chcą wywołać wojny z nimi ale nie sądziłam, że znam te osoby. Mogłabym im bardzo pomóc ale czy chciałam pakować się w takie coś. Ryzyko jest duże i boje się.
-Musze się zastanowić i to przemyśleć na spokojnie. Nie ukrywam, że jest to dla mnie szok i potrzebuje czasu aby to do mnie dotarło.-wyznałam
-Rozumiem i dostaniesz tyle czasu ile potrzebujesz. Jest jeszcze jedna sprawa.- „matko co znowu” pomyślałam-Spokojnie to nic poważnego. Chodzi mi o Zayn’a. Czy ty coś do niego czujesz?- zapytała a mnie kompletnie zatkało. Nie mogę jej powiedzieć prawdy, nie teraz i nie w tej sytuacji.
-Ja do niego? No coś. Fajnie mi się z nim gada i w ogóle ale to tyle.- mam nadzieje, że nie skapnie się ,że kłamie
-Mnie nie oszukasz. Widzę jak na niego patrzysz a on na ciebie. Na szczęście Perrie nie było jak do tej poru u nas kiedy ty byłaś. Gdyby tak było to trup na miejscu. Jest okropnie zazdrosna o niego. Powiedz prawdę nie wydam cię nikomu tylko chce wiedzieć jak to wygląda.- drąży i nie odpuszcza.
-Tak to prawda podoba mi się ale co z tego skoro on jest z tą Perrie. On do mnie nic nie czuje. Nie robie sobie nadziei bo wiem jak to się skończy. Proszę cię skończmy ten temat.- odpowiedziałam i miałam nadzieje, że odpuści.
-Dobra nie wnikam ale jak coś to wiesz gdzie mnie szukać. Ja już uciekam, muszę ogarnąć dzieciaki bo pewnie Alice znowu nie ma w domu. Paa
-Na pewno cię znajdę, dzięki za odwiedziny.- powiedziałam i odprowadziłam ją

Perspektywa Zayn’a:

Nie pamiętam kiedy ostatni raz siedzieliśmy całą rodziną przy kolacji. Zasze kogoś nie było i to najczęściej mnie lub taty.
-Opowiadaj jak tam interesy się kręcą? -zapytała mama
-Po połączeniu dwóch firm, zarobki poszły o 40% w górę. Nie będą cię zanudzać tymi sprawami. –odpowiedziałem -Co tam u ciebie Waliyha, jak tam wam się układa z tym twoim chłopakiem?
-Nie jesteśmy już ze sobą od tygodnia.-już miałem zapytać dlaczego ale uprzedziłam mnie.-Nie wnikaj proszę, nie chce o tym gadać.-dodała, wstała od stołu i pobiegła do siebie.
-Zdradził ja z jej przyjaciółka a ona to widziała.-powiedziała Doniya
-Wydawał się taki porządny. Świata po za sobą nie widzieli.-dodałem
-Ludzie się zmieniają Zayn. Wiem coś o tym.- odparła mama. Nawet nie wie jak bardzo jej własny syn się zmienił i ,że udaje przed całą rodziną kogoś kim już nie jest. Brakowało mi miłej rodzinnej atmosfery.  Zawsze jak wracałem do domu to wszyscy spali prócz mamy która czekała na mnie w kuchni siedząc przy stole z kubkiem herbaty i kanapkami dla mnie. Troszczy się o nas nie ważne ile mamy lat i jakie błędy popełniamy. Bawiłem się z Safą kiedy mój telefon się rozdzwonił. Jeśli to Lou to go zabije jak każe mi przyjechać.
-Halo.
-Zayn, wiem, że jest późno ale potrzebuje twojej pomocy. Jesteś jedyną osoba która może mi pomóc.- usłyszałem głos Cat i mogłem wywnioskować, że naprawdę nie wie co ma robić
-Gdzie jesteś, zaraz przyjadę.- powiedziałem
-Nie chce robić ci kłopotu…- nie dałem jej skończyć
-Ile razy mam ci powtarzać. Jeśli sam proponuje coś to znaczy, że nie ma problemu i nie przeszkadzasz ,rozumiesz?
-Rozumiem, jestem u siebie w domu. –dodała a ja się rozłączyłem. Przeprosiłem siostrę i obiecałem, że jutro to dokończymy. Wsiadłem szybko do samochodu i ruszyłem w stronę domu Kat. Po jakiś 15 minutach już byłem na miejscu. Zadzwoniłem do drzwi i Chwile później pojawiła się w nich dziewczyna.
-Co się stało?- zapytałem od razu
-Wejdź. Rose była u mnie i złożyła mi propozycje abym zajęła jej miejsce w gangu. Ale ja nie wiem, boje się.-wyznała a mnie zatkało. Nie sądziłem, że to o niej ostatnio rozmawiał Lou i Marie.
-Nie wiedziałem o niczym. Nie masz się czego bać, tak naprawdę to nic złego nie robimy a to, że sprzedajemy dragi czy organizujemy wyścigi to tak jest w większości gangów. Rozumie twoje obawy ale nie są one potrzebne. Znasz nas już długo i czy przypominamy ci typowych gangsterów z tych wszystkich filmów?- zapytałem a na jej twarzy pojawił się uśmiech. Kocham to w jaki sposób ona się uśmiech i to jak jej oczy promienieją w tym czasie.
-Jesteście nie typowi. Wcale nie przypominacie tych umięśnionych facetów w garniakach czy skórach. Jesteście całkowitym przeciwieństwem gangsterów. Boje się, że mój tata w jakiś sposób dowie się o tym co robie jeśli bym dołączyła do was a tego nie chce, zawiodę go tym i stracę jego zaufanie.-jej głos był pełen smutku, wątpliwości i strachu.
-Obiecuje ci, że jeśli wstąpisz do gangu ja się tobą zajmę i nic ci nie grozi przymnie tak samo przy pozostałych chłopkach. Będę robić za twojego ochroniarza, pomogę ci się oswoić z nową sytuacją i zapoznam ze wszystkim. Obiecuje.- kiedy mówiłem na jej twarzy tworzył się mały uśmiech który tak bardzo ubóstwiam
-A co z Perrie, przecież to twoja dziewczyna. Nie chce być powodem waszych kłótni i sporów.-dziewczyny pewnie jej powiedziały wszystko o niej i dlatego tak zareagowała. Na szczęście ta zdzira już nic dla mnie nie znaczy i mogę całkowicie poświęcić się Kat. Jest taką małą bezbronną, szarą myszką którą trzeba chronić przed światem aby nie skrzywdził jej. To moje zadanie do wykonania.
-Nie martw się o nią i nie myśl o niej. To ona jest ciężarem nie ty. –wyznałem
-Dziękuje, że mi pomagasz. To dla mnie dużo. –odpowiedziała i ziewnęła
-Widzę, że ktoś tu zmęczony.- dodałem i wziąłem ją na ręce zmierzając w stroną jej pokoju.

***Następny dzień,17.04.2015,piątek***

Perspektywa Katherin:

Nie znoszę wstawać rano. Gińcie budziki. Wzięłam ciuchy i poszłam się ogarnąć do szkoły. Zeszło  mi tam trochę a nie mogłam się spóźnić do szkoły. Zaprałam torbę i zbiegłam na dół. W kuchni siedziała już tata z mamą i mój braciszek.
-Hej wszystkim.-powiedziała siadając przy stole i zabierając się za moje kochane płatki. Nagle mój telefon zaczął dzwonić. Spojrzałam na wyświetlacz „Zayn”
-Hej śpiochu, potrzebna podwózka do szkoły?- usłyszałam jego głos a na mojej twarzy pojawił się banan
-Potrzebna, bo jak się spóźnię to zginę.-odpowiedziałam
-W takim razie czekam pod domem na ciebie już.-dodał i się rozłączył. Wzięłam co potrzebowałam i wybiegłam z domu. Na podjeździe stało piękny czarny jaguar Zayna a on w środku. Jak zawsze wygląda bosko. Całą droga do szkoły zajęła nam z niecałe 10 minut. Zaparkował na wolnym miejscu i wysiedliśmy.
-Nadal nikt nie odważył się zająć mojego miejsca. To dziwne.- powiedział i podeszliśmy do Ro i Em.
-Kogo ja tu widzę. Czyżbyś zatęsknił za szkołą.-odezwała się Emma i przywitała się z nami
-Może ale tak właściwie przywiązałem wam tego śpiocha i uratowałem ją przed spóźnieniem. Wpadacie dzisiaj po szkole do biura, podobno Louis ma coś ważnego do przekazania i mają być wszyscy, bez wyjątku.-powiedział i spojrzał dość wymownie na mnie
-Że ja niby też? Przecież ja nie pomagam wam i nie mam nic z tym wspólnego.- dodałam. Z jednej strony bałam się a z drugiej czułam, że mi ufają i nie widzą przeszkód abym wiedział coś na temat ich interesów. Po za tym skorzystam z okazji i porozmawiam od razu z Lou. Nie będę tego odwlekać bo nie ma po co. Rozmawialiśmy jeszcze z kilka minut a potem ruszyłyśmy na lekcje. Tego dnia miało się wszystko zmienić w moim życiu i to po części też z mojej inicjatywy.